Skip to main content

O losach międzyrzeckiej synagogi, koncepcji utworzenia w niej muzeum żydowskiego i problemach z realizacją tego pomysłu, stojącego obecnie pod znakiem zapytania, opowiada Andrzej Kirmiel – dyrektor Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego w latach 2010–2025.

 

Rozmawia: Tamara Włodarczyk

 

W 2010 roku, w wyniku wygranego konkursu, zostałeś dyrektorem Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej. Objąłeś placówkę muzealną o niewielkim znaczeniu, która wcześniej nie była najlepiej prowadzona.

Tak jak słusznie zauważyłaś placówka nie była znana, była też totalnie niedoinwestowana. Międzyrzecki Zespół Muzealny to jest potężny kompleks, który wymagał poważnych remontów, wynikających z wieloletnich zaniedbań. Jego organem prowadzącym był powiat międzyrzecki, który nie miał na nic pieniędzy. Zamknięty był nawet, będący częścią muzeum, zamek Kazimierza Wielkiego, jedyny zresztą w województwie lubuskim, który zbudował ten władca. Podobnie było z innymi obiektami – przeciekały wszystkie dachy. W muzeum działał jeden komputer, a załoga, która tam była już od kilkudziesięciu lat, niespecjalnie poczuwała się do wyzwań wynikających z nowych czasów.

 

Co udało Ci się osiągnąć w ciągu 16 lat pełnienia funkcji dyrektora?

Najważniejsze były prace remontowe przy zamku, który początkowo znajdował się w fatalnym stanie. W okolicach 2015 roku było już na tyle dobrze, że mogliśmy organizować tam duże imprezy. Szczególnym wydarzeniem w dziejach muzeum była zmiana jego statusu i kwestia współprowadzenia placówki przez Ministerstwo Kultury. Udało się doprowadzić do sytuacji, kiedy to w 2018 roku Ministerstwo Kultury stało się drugim organem prowadzącym, w proporcjach: ministerstwo – 70%, powiat – 30%. To był znaczący skok i właściwie od tego momentu większość dotacji celowych to były pieniądze ministerialne.

 

Twoją zasługą było także to, że udało Ci się wpisać muzeum na listę Pomników Historii, czyli na taką polską listę UNESCO – obiektów mających duże znaczenie dla polskiej kultury.

Starania o to, aby Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej otrzymało status Pomnika Historii, mogę w zasadzie w całości przypisać sobie. W 2019 roku została złożona dokumentacja, którą przygotowałem, wraz z odpowiednimi uzasadnieniami. Ostatecznie udało mi się przekonać stosowne instancje do tego, że obiekt uznano za na tyle istotny i ważny, że status Pomnika Historii muzeum otrzymało w listopadzie 2024 roku. Odbyło się huczne wydarzenie, otrzymałem też wiele pochwał od polityków, którzy przyjechali na tę uroczystość. A rok później, bez słowa „dziękuję”, zostałem po prostu z muzeum wyrzucony. Pomimo tego, że przez ostatnich pięć lat rokrocznie dostawałem od ministerstwa nagrody.

W 2023 roku własnością Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej została synagoga. Czy możesz przybliżyć historię tego obiektu?

Żydzi pojawili się w Międzyrzeczu w średniowieczu, bo miasto to leżało na ważnej drodze z Poznania przez Frankfurt do Magdeburga. Pierwsza wzmianka o nich pochodzi co prawda z 1505 roku, ale ludność żydowska była tu na pewno wcześniej. W Międzyrzeczu istniała zawsze dzielnica żydowska, której centralnym obiektem była najczęściej drewniana synagoga. Po pożarze miasta w latach 20. XIX wieku, wybudowano już nowy, ceglany obiekt. Ostatni remont zrobiono w nim jeszcze w 1929 roku. W czasie pogromu Nocy Kryształowej w 1938 roku nie spalono go – podobnie jak miało to miejsce w innych małych okolicznych miejscowościach, takich jak Skwierzyna, Trzciel czy Pszczew. W tym okresie często synagogi były przejmowane przez lokalnych przedsiębiorców. W Międzyrzeczu stało się podobnie –zamieniono ją na magazyn. Do 1945 roku obiekt przetrwał w zasadzie w stanie nienaruszonym. Po 1945 roku synagoga była używana jako magazyn. Mimo, że w 1962 roku została wpisana na listę zabytków, nigdy nie doczekała się żadnego remontu.

 

Istotne w dziejach międzyrzeckiej synagogi było jej przejęcie przez organizacje żydowskie na podstawie ustawy o stosunku Państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w RP z 1997 roku.

Po 1989 roku obiekt był w tak kiepskim stanie, że nikt w zasadzie specjalnie nie był nim zainteresowany. W ostateczności na mocy przepisów prawnych dotyczących restytucji mienia przejęła go Gmina Wyznaniowa Żydowska w Szczecinie, która próbowała przekonać miasto Międzyrzecz, aby zamienić go w centrum kulturalne, ale nie podjęto tego tematu. Mogło to też wynikać z faktu, że nie było na to środków. Wiem, że gmina żydowska sugerowała nawet, żeby tam powstała szkoła muzyczna, ale nic z tego nie wyszło. W każdym razie po przejęciu synagogi przez Fundację Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego, obiekt został sprzedany prywatnemu właścicielowi z Poznania za śmieszną kwotę 140 tysięcy złotych. To pokazuje, w jakim stanie wówczas się znajdował. Jednak można zaryzykować stwierdzenie, że nowy właściciel, który oczywiście kupił synagogę tylko po to, żeby wykorzystać ją komercyjnie, uratował ją. Doprowadził też do zmian architektonicznych, do których nie powinno tam dojść. Między innymi główna sala modlitw została podzielona stropem z wycięciem, które były wokół aron ha-kodesz. W latach 60. przez aron ha-kodesz przebito drzwi, bo we wschodniej części budynku zorganizowano skup butelek. Po zakończeniu tych prac obiekt stał się sklepem dzierżawionym głównie przez Chińczyków mieszkających w Międzyrzeczu, w związku z tym przez długie lata obowiązywała nazwa „chińska synagoga”.

 

Do kolejnych zmian własnościowych międzyrzeckiej synagogi przyczynił się COVID.
W czasach COVID-u Chińczycy splajtowali, bo nie byli w stanie płacić czynszu, więc właściciel był zainteresowany sprzedaniem obiektu. Zgłosił się z tym do konserwatora zabytków, który to z kolei zawiadomił muzeum, bo zgodnie z obowiązującymi przepisami obiekty zabytkowe powinny być przede wszystkim w gestii instytucji kultury.
Ja oczywiście byłem bardzo zainteresowany tym, żeby przejąć ten piękny budynek, który podkreślałby wielokulturowość Ziemi Międzyrzeckiej i przede wszystkim kilkusetletnią obecność Żydów na tym terenie. Pomijając fakt, że synagoga w Międzyrzeczu jest trzecią co do wielkości na zachodzie Polski – po Wrocławiu i Lesznie, pojawiła się wyjątkowa okazja, żeby zmienić ten budynek w muzeum i stworzyć jedyne w tej części Polski muzeum judaistyczne.

 

Ale przede wszystkim potrzebne były środki finansowe na wykupienie synagogi z rąk prywatnych.

Rozmawiałem o tej sprawie z ówczesnym wiceministrem kultury Jarosławem Sellinem.
Wystarczyły tylko dwie rozmowy, aby minister Sellin, mimo że nie było na ten cel pieniędzy w budżecie ministerialnym, znalazł środki na zakup synagogi. W listopadzie 2023 roku przekazano nam prawie 4 miliony złotych i taką kwotę zapłaciło muzeum za budynek synagogi, stając się jego właścicielem.

 

Od samego początku planowałeś urządzić w synagodze muzeum judaistyczne, będące oddziałem Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej. Co działo się z tym projektem w kolejnych latach?

Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że decyzja ministerialna była taka, że kupujemy ten obiekt z przeznaczeniem na filię muzeum, które byłoby jedyną tego typu placówką na zachodzie Polski, pokazującą unikalną kulturę tego polsko-niemieckiego pogranicza. Ta nowa placówka muzealna miała też uwzględniać na przykład takie lokalne wydarzenia o zasięgu międzynarodowym jak związana ze Zbąszyniem „Polenaktion” z 1938 roku, czy też tzw. akcja T4 – eutanazji osób psychicznie chorych, która miała miejsce w Międzyrzeczu-Obrzycach, gdzie byli również mordowani Żydzi. Zależało mi przede wszystkim na ukazaniu historii żydowskiej na tle wielokulturowego pogranicza polsko-niemieckiego. Warto podkreślić, że do końca XVIII wieku, do drugiego rozbioru, Międzyrzecz należał do Polski, a kilkanaście kilometrów dalej była już granica z Brandenburgią. Od końca XVIII wieku wchodził w skład Prus, a potem Niemiec aż do 1945 roku.

 

O koncepcji wystawy stałej pisaliśmy w poprzednim numerze „Słowa Żydowskiego”. Czy możesz powiedzieć, co działo się z tym pomysłem w latach 2024–2025?

Stworzyłem scenariusz ekspozycji, który chciałem realizować na dwóch piętrach synagogi. To piękny klasycystyczny budynek, którego powierzchnia w tej chwili wynosi ponad 800 metrów kwadratowych, uwzględniając wtórny podział sali modlitewnej dokonany w 2003 roku. Przedstawiałem te plany w ministerstwie, pisaliśmy stosowne wnioski, ale niestety efektu nie było. Paradoksalnie, po 2023 roku, po wyborach, spodziewaliśmy się, że nowa ekipa jeszcze bardziej entuzjastycznie podejdzie do pomysłu stworzenia Muzeum Żydowskiego w Międzyrzeczu niż poprzednia. Okazało się, że wygląda to inaczej. Nie otrzymaliśmy pieniędzy, nawet nie było odpowiedzi na nasze wnioski. Dostaliśmy tylko środki na utrzymanie obiektu. Moje próby dowiedzenia się czegoś bardziej konkretnego i umawiania się z kompetentnymi urzędnikami w ministerstwie, mimo wyznaczanych terminów nie dochodziły do skutku. I mogłem tylko ubolewać, że w taki sposób działa demokratycznie wybrana ekipa, która powinna sprzyjać wielokulturowości i postrzeganiu rzeczy w kategoriach liberalnego rozumienia świata.

 

Pomimo tego, że muzeum w synagodze oficjalnie nie rozpoczęło swojej działalności, organizowałeś tam różne imprezy promujące kulturę żydowską.

W 2025 roku zorganizowaliśmy w synagodze Noc Muzeów, w czasie której w gablotach wyeksponowane zostały zakupione judaika. Oprócz tego odbył się koncert grupy Cymes Trio utworzonej przez profesjonalnych muzyków z Zielonej Góry. Zorganizowałem też spotkanie z
panią Jackie Kohnstamm z Londynu, która była potomkinią Żydów mieszkających na Ziemi Międzyrzeckiej. Jej rodzina pochodziła z Trzciela i z Pszczewa. W międzyrzeckiej synagodze miała wykład i opowiadała o swojej rodzinie. W tym wydarzeniu wzięło udział ponad 200 osób. To też pokazywało, jak było to dla ludzi atrakcyjne i ciekawe. Jednak jakaś niewielka grupa niestety myślała inaczej. Już wtedy rozpoczęły się ataki i insynuacje, że kultura żydowska nie jest kulturą polską i że nie powinniśmy się tym zajmować.

 

Czy wiedziałeś kto stał za tymi atakami?

Nie znam osobiście tych ludzi, nie pochodzę z Międzyrzecza, choć skądinąd wiem, że nie jest to jakaś specjalnie duża grupa, ale krzykliwa i potrafiąca nadać ton. I potem nawet osoby, które wydawały się neutralne, również zaczęły przejmować taką narrację. Największa fala tych działań pojawiła się w połowie lipca 2025 roku, między innymi wtedy, kiedy była kulminacja wydarzeń w Gazie, co spowodowało nasilenie nastrojów antysemickich w Polsce. Ale przyczyniły się również do tego wizyty panów Bąkiewicza i Brauna na granicy polsko-niemieckiej w Słubicach i w Gubinie, podczas których „bronili” Polski przed emigrantami. Mam wrażenie, że właśnie wtedy niektórzy z lokalnych, międzyrzeckich politykierów po prostu uznali, że dzięki temu mogą zaistnieć i również wtedy zaczęto mnie intensywniej atakować. W tamtym czasie wystosowano oficjalne pismo do Ministerstwa Kultury, do Starostwa Powiatowego w Międzyrzeczu, do IPN-u i do innych instytucji, w którym zarzucono mi brak patriotyzmu, między innymi dlatego, że 11 lipca nie uczciłem Zbrodni Wołyńskiej, chociaż nie miałem takiego obowiązku. Zarzucono mi też, że polska flaga nie wisiała na zamku, co było nieprawdą, bo cały czas jest ona eksponowana na murach zamkowych. Ale sądzę, że to był tylko pretekst. Potem trafiło to na fora internetowe, gdzie już można było sobie pofolgować i tam antysemityzm wylewał się na wszystkie możliwe sposoby. Analizowano moje nazwisko, twierdząc, że wiadomo kim jestem (że jestem Żydem), pojawiły się nawet hasła nawołujące do eliminacji mojej osoby. Zdarzało się też, że spacerując w Międzyrzeczu promenadą nad rzeką, słyszałem za sobą: „Żydzi wypier…!” albo „Żydzi do Izraela!”. Dla części z tych ludzi byłem Niemcem, bo wcześniej uważano mnie za Niemca, w związku z tym, że prowadziłem w ramach działalności muzeum polsko-niemiecką współpracę i uczciwie pokazywałem złożoną historię regionu. Niewątpliwie ten klimat, który się tam wytworzył, doprowadził do tego, że dzisiaj dyrektorem muzeum już nie jestem, mimo wygranego konkursu na to stanowisko.

Czy w Twoich działaniach wspierały Cię organizacje żydowskie?

Miałem i mam dobre kontakty z Towarzystwem Społeczno-Kulturalnym Żydów w Polsce, którego jestem członkiem oraz dobre relacje z gminami żydowskimi, w tym z Gminą Żydowską we Frankfurcie nad Odrą. Często wspólnie organizowaliśmy różne wydarzenia. W każdym razie wiedziałem, że te organizacje będą wspierać mnie w działaniach związanych z utworzeniem muzeum żydowskiego i kiedyś w przyszłości może to przynieść bardzo pożądany efekt, zmieniający postrzeganie historii Żydów, kultury żydowskiej, relacji polsko-żydowskich i niemiecko-żydowskich. Pomysł wspierał również Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich, który wyrażał słowa poparcia oraz rozmawiał w tej sprawie w Ministerstwie Kultury. Niestety nie odniosło to oczekiwanego skutku.

 

W grudniu 2025 roku w Ministerstwie Kultury odbył się konkurs na kandydata na dyrektora Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej, który wygrałeś. Czy możesz powiedzieć, co stało się później?

To jest raczej pytanie do Ministerstwa Kultury, które organizowało konkurs i wszystkie istotne decyzje, jakie zapadły, firmowało. Ja w każdym razie trzeciego grudnia konkurs wygrałem. Czwartego grudnia dostałem maila z informacją, że konkurs zakończył się takim wynikiem: sześć osób głosowało za mną, cztery były przeciwne. W związku z tym mogłem domniemywać, że będę dalej prowadził muzeum i realizował misję, którą sobie założyłem i która zyskała popularność, wsparcie i życzliwość komisji. Jednak dwa tygodnie później otrzymałem informację z ministerstwa, że konkurs został unieważniony. Dla mnie skutkowało to tym, że praktycznie rzecz biorąc z dnia na dzień skończyłem swoją działalność jako dyrektor muzeum, bo mój kontrakt obowiązywał do dnia 31 grudnia 2025 roku. W sposób automatyczny przestawałem być dyrektorem od 1 stycznia 2026 roku, straciłem prawo do mieszkania służbowego i w przeciągu niecałych 12 dni, w okresie świątecznym i przy załamaniu pogody, musiałem się z Międzyrzecza wynieść.

 

Kogo powołano na stanowisko dyrektora Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej?

Konkurs został unieważniony, a na pełniącego obowiązki dyrektora Ministerstwo Kultury powołało mojego kontrkandydata, który w konkursie ze mną przegrał. To był pracownik mojego muzeum, z wykształcenia biolog, zajmujący się do tej pory przetargami i remontami, który – jak wiem nieoficjalnie – miał poparcie Starostwa Powiatowego w Międzyrzeczu. W ciągu 12 miesięcy jeszcze raz powinien zostać ogłoszony konkurs na stanowisko dyrektora Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej. Nie wiem, czy w tym klimacie, który jest, czyli jawnej wrogości eksponowanej wobec mnie również przez niektórych urzędników powiatu międzyrzeckiego, mój ponowny start ma uzasadnienie. Niemniej jednak żadnych ostatecznych decyzji w tej kwestii jeszcze nie podjąłem.

 

Jak oceniasz szansę powstania w międzyrzeckiej synagodze Muzeum Żydowskiego w sytuacji, kiedy nie pełnisz już funkcji dyrektora?

W chwili obecnej słabo. Cuda się zdarzają, ale sądzę, że pomysł zostanie zarzucony – tym bardziej, że na pewno nie będzie wspierane finansowo przez Starostwo Powiatowe w Międzyrzeczu. Jak do tego podejdzie ministerstwo? Jeżeli uwzględnimy fakt, że podejdzie tak, jak podchodziło w latach 2024–2025, to podejrzewam, że nic w tej sprawie nie będzie się działo. Oczywiście oficjalnie będzie się mówić, że pomyślimy, że zrobimy, że muszą się pojawić środki finansowe, ale praktyka będzie inna. Nie zdziwię się, jeżeli obiekt zostanie zamieniony na jakieś magazyny muzealne.

Dlaczego powstanie muzeum żydowskiego w międzyrzeckiej synagodze jest takie ważne?

Jak już wspominałem, na zachodzie Polski w zasadzie są zachowane trzy duże obiekty synagogalne – Wrocław, Leszno i Międzyrzecz. Jeżeli zachowały się jakieś pomniejsze synagogi, to najczęściej są przebudowane, więc wykorzystanie synagogi międzyrzeckiej byłoby czymś wyjątkowym. Niezwykle ważny jest też ten genius loci, ten duch tego miejsca, czyli dawnego pogranicza polsko-niemieckiego z jego unikalną kulturą. Wzorem dla mnie byłyby działania, które prowadzi w Sejnach Fundacja Pogranicze. Na tym mi zależało. Nie chcę powiedzieć, że stworzyłbym w Międzyrzeczu nową Krzyżową, jeżeli chodzi o relacje polsko-niemieckie, ale tu mogło powstać coś naprawdę wyjątkowego, polsko-niemiecko-żydowskiego na dawnym polsko-niemieckim pograniczu.

 

 

Andrzej Kirmiel – historyk, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Autor licznych artykułów i publikacji z zakresu historii regionu, a także stosunków polsko-niemiecko-żydowskich. Założyciel i wieloletni prezes Lubuskiej Fundacji Judaica.

 

[…]

Wywiad Tamary Włodarczyk pochodzi z lutowego wydania SŁOWA ŻYDOWSKIEGO (02/26).