Rok ciszy wokół jednego z najważniejszych artefaktów Muzeum Getta Warszawskiego.
Albert Stankowski
Metalowa skrzynka z Archiwum Ringelbluma miała otwierać opowieść o getcie warszawskim na wystawie stałej Muzeum Getta Warszawskiego. To jeden z najważniejszych materialnych śladów podziemnej dokumentacji Zagłady. Z czterech zachowanych skrzynek trzy znajdują się dziś w instytucjach o światowej randze: Jad Waszem w Jerozolimie, Imperial War Museum w Londynie oraz Żydowskim Instytucie Historycznym im. Emanuela Ringelbluma w Warszawie.
Minął rok od objęcia stanowiska dyrektora Muzeum Getta Warszawskiego przez dr hab. Katarzynę Person. W publicznych wypowiedziach padały deklaracje o kontynuacji narracji wystawy stałej przygotowanej przez zespół wybitnych historyków pod kierunkiem prof. Daniela Blatmana – narracji opartej na źródłach, faktach i oryginalnych artefaktach, które nie są jedynie ilustracją historii, lecz jej bezpośrednim, materialnym dowodem.
Mimo upływu roku, umowa między ŻIH a MGW w tej sprawie wciąż nie została podpisana. Nic nie wskazuje na to, by przeszkodą były względy konserwatorskie, kwestie bezpieczeństwa czy brak odpowiedniej przestrzeni ekspozycyjnej. Spór dawno przestał mieć wyłącznie charakter instytucjonalno-prawny. Dziś ma także wymiar symboliczny, bo dotyczy tego, kto naprawdę decyduje o dostępie do jednego z najważniejszych świadectw historii getta warszawskiego. W praktyce oznacza to rzecz trudną do zaakceptowania: artefakt o fundamentalnym znaczeniu dla opowieści o getcie nadal pozostaje poza wystawą muzeum powołanego właśnie po to, by tę historię opowiadać.
Nie jest to drobna luka w scenariuszu wystawy. Skrzynka Ringelbluma miała być punktem wyjścia – symbolicznym momentem, w którym głos przejmują sami świadkowie historii. Jej nieobecność nie oznacza jedynie braku w warstwie ekspozycyjnej. Oznacza pęknięcie w osi narracyjnej całej wystawy.
W tym sporze nie chodzi wyłącznie o formalny tytuł prawny do obiektu. Oczywiście kwestie własności i odpowiedzialności za zbiory są realne i wymagają szacunku. Obok porządku prawnego istnieje jednak również porządek pamięci. Archiwum Ringelbluma nie powstało jako projekt instytucjonalny ani jako własność jakiejkolwiek organizacji. Powstało jako akt ratowania prawdy o losie społeczności skazanej na Zagładę. Było świadectwem tworzonym w warunkach skrajnego zagrożenia, z myślą o przyszłości – o tych, którzy po wojnie będą próbowali zrozumieć, co się wydarzyło.
Dlatego dziś pytanie nie brzmi wyłącznie: kto dysponuje tym zbiorem? Pytanie brzmi także: czy jest on traktowany przede wszystkim jako dobro wspólnej pamięci o Zagładzie Żydów polskich, czy też staje się przedmiotem sporu o kompetencje, wpływ i prawo do ostatecznej decyzji? Jeżeli przez ponad rok nie udało się doprowadzić do podpisania umowy umożliwiającej pokazanie jednego z najważniejszych świadectw Zagłady na wystawie poświęconej gettu warszawskiemu, to problem wykracza poza procedury. Staje się pytaniem o standard odpowiedzialności za pamięć.
W muzeach historycznych autentyczne obiekty nie pełnią wyłącznie funkcji ilustracyjnej. To one budują zaufanie odbiorcy do opowieści. To one nadają narracji ciężar, którego nie zastąpi ani najlepsza scenografia, ani najbardziej przejmujący komentarz. W przypadku Muzeum Getta Warszawskiego skrzynka z Archiwum Ringelbluma ma znaczenie szczególne: nie tylko dokumentuje historię, ale sama uosabia gest jej ocalenia.
Rok ciszy wokół tej sprawy również coś znaczy. Milczenie instytucji, przeciągające się procedury i brak finału negocjacji, same stają się komunikatem. Trudno nie odnieść wrażenia, że stawką przestał być wyłącznie pojedynczy obiekt. Stawką staje się to, kto i na jakich warunkach decyduje o obecności tej historii w przestrzeni publicznej.
To nie jest temat wyłącznie dla prawników ani wewnętrzna sprawa dwóch instytucji. To sprawdzian dojrzałości całego środowiska odpowiedzialnego za pamięć o Zagładzie. Prawo można interpretować. Umowy można negocjować. Procedury można doprecyzowywać. Ale istnieje też zobowiązanie wobec Ocalałych, wobec rodzin ofiar i ich potomków, wobec badaczy oraz wobec przyszłych pokoleń, dla których takie świadectwa pozostają jednym z najważniejszych punktów dostępu do prawdy o Zagładzie.
W centrum tej sprawy nie powinny znajdować się prestiż instytucji ani zakres ich kompetencji, lecz świadectwo ludzi, którzy w warunkach Zagłady ryzykowali wszystko, by ocalić prawdę dla tych, którzy przyjdą po nich. To właśnie wobec nich – i wobec tych, którzy dziedziczą dziś pamięć o zamordowanych – istnieje obowiązek szczególnej odpowiedzialności.
Skrzynka Ringelbluma nie jest zwykłym muzealium. To jedno z najważniejszych zachowanych materialnych świadectw Zagłady w Europie XX wieku. Jej nieobecność na wystawie Muzeum Getta Warszawskiego coraz bardziej przypomina symbol niespełnionej współpracy tam, gdzie współpraca powinna być oczywistością.
Pozostaje więc pytanie, które kieruję do przewodniczącego zarządu Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny, pana Piotra Wiślickiego: dlaczego mimo składanych deklaracji umowa z Muzeum Getta Warszawskiego nadal nie została podpisana?
Bo jeśli pamięć staje się zakładnikiem instytucji, to znaczy, że gdzieś po drodze zgubiono sens tej pracy.
Archiwum Ringelbluma nie powstało po to, by milczeć. Powstało po to, by mówić.
[…]
Felieton autorstwa Alberta Stankowskiego pochodzi z kwietniowego wydania SŁOWA ŻYDOWSKIEGO (04/26).




