Skip to main content

Piotr Wiślicki

W kwietniowym numerze „Słowa Żydowskiego” pan Albert Stankowski porusza temat, który łatwo może wywołać emocje – zwłaszcza gdy dotyczy Archiwum Ringelbluma, jednego z najważniejszych świadectw Zagłady. Problem w tym, że bez zrozumienia, kto za co odpowiada, łatwo w tej sprawie się pogubić.
A układ jest w gruncie rzeczy prostszy, niż się wydaje – choć rzadko bywa jasno tłumaczony.
Z jednej strony mamy Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny. To ono jest właścicielem zbiorów, w tym Archiwum Ringelbluma. Z drugiej strony działa Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma w Warszawie – instytucja państwowa, która tymi zbiorami się opiekuje, przechowuje je i udostępnia badaczom oraz zwiedzającym. I wreszcie jest Muzeum Getta Warszawskiego – również instytucja państwowa, która chce część tych zbiorów pokazywać na swojej wystawie.
Innymi słowy: ktoś jest właścicielem, ktoś zarządza na co dzień, a ktoś inny chce wypożyczyć.
Żeby to działało, potrzebne są jasne zasady. Taką rolę pełni umowa depozytowa zawarta pomiędzy Stowarzyszeniem i Instytutem w 2017 roku, która mówi wprost: decyzje o wypożyczaniu zbiorów wymagają zgody właściciela, czyli Stowarzyszenia. To nie jest biurokratyczny detal, tylko fundament całego systemu.
I właśnie ten fundament został w ostatnich latach nadwyrężony przez poprzednią dyrekcję Muzeum Getta Warszawskiego i Instytutu.
Najpierw pojawiła się umowa z 2021 roku, która nie uwzględniała wcześniej ustalonych zasad. Mimo to z poczucia odpowiedzialności została zaakceptowana przez
Stowarzyszenie. W 2023 roku, bez wiedzy Stowarzyszenia zawarto kolejną umowę pomiędzy Muzeum i Instytutem.
Abstrahując od braku w umowie podstawowych kwestii dotyczących zabezpieczenia tak cennych zbiorów, trudno o bardziej oczywisty sposób podważenia zaufania niż podejmowanie decyzji o cudzej własności bez informowania jej właściciela.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Bo to nie jest spór o formalności ani ambicje instytucji. To jest spór o zaufanie i o zasady.
Warto przy tym pamiętać, czym właściwie jest Archiwum Ringelbluma. To nie jest zwykły zbiór dokumentów. Powstało w getcie warszawskim, w warunkach skrajnego zagrożenia, dzięki grupie Oneg Szabat. Po wojnie zostało odnalezione i zabezpieczone przez tych, którym udało się przeżyć. To oni stworzyli fundament organizacji, która jest odpowiedzialna za to dziedzictwo.
Z tej perspektywy ostrożność Stowarzyszenia nie jest przesadą, tylko konsekwencją decyzji podejmowanych przez poprzednie dyrekcje Muzeum i Instytutu.
Dochodzi do tego jeszcze jeden element, o którym rzadziej mówi się wprost. Muzeum Getta Warszawskiego jest instytucją państwową, a to oznacza, że – jak każda taka instytucja – może zmieniać się wraz z politycznymi decyzjami. Wystarczy spojrzeć na doświadczenia innych muzeów, by zrozumieć, że nie jest to czysto teoretyczna obawa. Tym bardziej więc właściciel zbiorów chce mieć pewność, że raz wypożyczone obiekty pozostaną bezpieczne, niezależnie od przyszłych zmian.
Dlatego umowa z 2023 roku została wypowiedziana. I dlatego dziś strony wróciły do stołu rozmów.
Czy to znaczy, że coś stoi w miejscu? Nie, negocjacje trwają, tylko nie odbywają się na pierwszych stronach gazet. I dobrze – bo porozumienia tego typu nie powstają pod presją komentarzy, lecz w spokojnej pracy nad szczegółami formalnymi.
Pytanie „dlaczego umowa wciąż nie została podpisana?” brzmi więc efektownie, ale odpowiedź jest dość prosta: bo jej warunki muszą respektować interesy wszystkich stron, a w sprawach tej wagi pośpiech rzadko jest dobrym doradcą.
Można oczywiście prowadzić spór publicznie i przerzucać się argumentami. Tyle że to niewiele zmieni.
Znacznie ważniejsze jest, że wolą Stowarzyszenia jest to, aby getto warszawskie zostało uhonorowane w sposób godny i właściwy, a część zbiorów Stowarzyszenia również było częścią tego upamiętnienia w Muzeum Getta Warszawskiego.
Jednak warunkiem Stowarzyszenia jest, aby ostateczne porozumienie było przejrzyste i oparte na solidnych podstawach prawnych, formalnych i merytorycznych – bo tylko takie daje realną gwarancję bezpieczeństwa zbiorów.
I właśnie o to w tej całej sprawie chodzi najbardziej. Nie o instytucje same w sobie, lecz o dziedzictwo, które źle zabezpieczone, może zostać utracone na zawsze.

[…]

 

Tekst autorstwa Piotra Wiślickiego pochodzi z majowego wydania SŁOWA ŻYDOWSKIEGO (05/26).

Leave a Reply