Mieli odbudować żydowski świat na gruzach Zagłady, ale stali się zakładnikami partii. „Fołks-Sztyme” była gazetą, która zrodziła się w efekcie rozłamu pomiędzy marzeniem o własnym państwie a tworzoną od podstaw rzeczywistością. Na tym tle trwała walka o „żydowskie dusze”. Słowo pisane posłużyło do łamania oporu, wyciszania paniki oraz próby – w ostateczności chyba nieudanej – przymusowego kotwiczenia ocalałych w socjalistycznym raju…
Paweł Wieczorek
Przychodzimy do małej reszty żydowskiej społeczności w Polsce z naszym słowem, słowem ważkim dla naszej Polskiej Partii Robotniczej – brzmiało pierwsze zdanie inauguracyjnego wstępniaka. Był krótki. Umieszczony w cieniu treści zajmującej prawie całą pierwszą płachtę gazety: obszernego wystąpienia Stalina podczas moskiewskiej manifestacji. Zapewne dla pierwszych czytelników, którzy sięgnęli po tę gazetę, artykuł powitalny był najważniejszy, bo skierowany właśnie do nich. Pomimo wielu niewiadomych – czy pismo pozostanie drukiem ulotnym, czy gazetą na trwałe wkomponowaną w rytm życia ocalałych Żydów – było ono oczekiwane przez tych, którzy starali się odbudować rację swego bytu w nowym systemie. Działo się to w państwie przechodzącym właśnie głęboką rewolucję polityczno-społeczno-kulturową. Redakcję tworzyli przedwojenni działacze komunistyczni oraz członkowie żydowskiego ruchu oporu, skupieni w żydowskiej Frakcji Polskiej Partii Robotniczej.
Cytowany we wstępie tekst ukazał się 22 lutego 1946 roku, w pierwszym numerze pisma „PPR-isze Cajtszrift” (jid. „Czasopismo PPR-owskie”), które z czasem, pod nazwą „Fołks-Sztyme” (jid. „Głos Ludu”), stało się jednym z najważniejszych periodyków żydowskich w powojennej Europie. Lokalizacja redakcji w Łodzi (gdzie gazeta ukazywała się w pierwszych latach powojnia) nie była przypadkowa. Miasto to pełniło wówczas funkcję nieformalnego centrum żydowskiego życia społecznego, dysponowało niezbędną bazą poligraficzną oraz zapleczem środowiskowym. Choć periodyk zadebiutował jako skromna, czterostronicowa „jednodniówka”, jego pojawienie się wskazywało na starania o odbudowę żydowskiego życia społecznego pod auspicjami nowej władzy. Okoliczności wydania numeru jednoznacznie definiowały wektor lojalności redakcji oraz nacisk na synergię między odbudową podmiotowości żydowskiej a legitymizacją struktur Polski Ludowej. Co ważniejsze jednak, podjęto równocześnie kluczową kwestię: migracyjną. W obliczu powojennego rozproszenia ocalałych, redakcja postulowała „otwarcie bram wszystkich krajów”. Postulat ten korespondował z dążeniem do aktywnego udziału Żydów w odbudowie kraju. Taka retoryka nie była przypadkowa, w tym czasie bowiem trwał już na dobre otwarty bój o „żydowskie dusze”: komunistów z syjonistami.
Frakcja od początku swego istnienia zakładała konieczność stworzenia własnego periodyku. Skłaniała do tego „otwartość na różnorodność” w istniejącej od kwietnia 1945 roku gazecie „Dos Naje Lebn” pełniącej rolę głosu Centralnego Komitetu Żydów w Polsce (CKŻP) – najważniejszej żydowskiej instytucji w drugiej połowie lat 40. Ponieważ redakcja tego pisma miała charakter koalicyjny, odzwierciedlała skomplikowany układ sił politycznych wewnątrz Komitetu. Równolegle na rynku wydawniczym pojawiały się pierwsze tytuły syjonistyczne (m.in. jidyszowe „Dos Wort” oraz polskojęzyczne „Opinia” i „Nasze Słowo” czy „He-Chaluc ha-Lochem”), stanowiące dla komunistów poważną konkurencję. Jednak bezpośrednim katalizatorem powołania „Fołks-Sztyme” stała się wizyta Anglo-Amerykańskiej Komisji Badawczej w lutym 1946 roku. Gremium to miało wypracować rekomendacje dotyczące losu tzw. dipisów ( bezpaństwowców; ang. displaced persons) oraz ocenić perspektywy osadnictwa w Palestynie. To doprowadziło do aktywizacji syjonistów i stało się zarzewiem kryzysu w CKŻP.
Zaledwie trzy dni po ukazaniu się pierwszego numeru stało się jasne, że przed Frakcją oraz redakcją „Fołks-Sztyme” daleka droga do zajęcia stabilnej pozycji na „żydowskim” rynku prasowym. Świadczyły o tym krytyczne głosy zarówno tworzonego właśnie zespołu redakcyjnego, jak i odbiorców słowa pisanego – aktywu FPPR. Podczas burzliwego posiedzenia mówiono wprost: „Pierwszy numer naszej gazety jest nieudany”, a Szymon Zachariasz, współtwórca pisma, dodał, że jest ono „oderwane od życia i procesów zachodzących w Polsce”. To pierwsze stwierdzenie wynikało bezpośrednio z braków technicznych, finansowych, logistycznych i formalnych. Początkowo tytuł powstawał przy wykorzystaniu zaplecza drukarskiego „Dos Naje Lebn” (organu CKŻP). Dopiero na przełomie lat 1946/1947 redakcja usamodzielniła się dzięki wsparciu partii macierzystej: PPR. Redakcja liczyła także na pomoc ze strony Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego w Moskwie. Frakcja, dążąca do zdobycia popularności poprzez prasę, zadecydowała o „zbieraniu składkowych pieniędzy na wydawanie [kolejnej] gazety” i „stworzeniu funduszu prasowego dla gazety PPR w języku żydowskim”. Takie kroki miały zamanifestować oddolny charakter poparcia dla partyjnej propagandy. System kolportażu tworzono, opierając dystrybucję na strukturach partyjnych i czyniąc sekretarzy bezpośrednio odpowiedzialnymi za dotarcie do czytelników. Ponieważ jednodniówkę planowano przekształcić w periodyk, niezbędna stała się jej formalna legalizacja.
Równolegle z procesem stabilizacji organizacyjnej, „Fołks-Sztyme” kształtowała swój profil jako „trybuna partyjna”, dążąca do objęcia całości spraw żydowskich w Polsce. Choć periodyk debiutował jako czterostronicowa jednodniówka, zaś w kolejnych miesiącach dzięki wsparciu finansowemu oraz ogłoszeniom spółdzielni sukcesywnie zwiększał objętość do 8, a niekiedy (przy szczególnych okolicznościach, jak kampania wyborcza) – 12 stron. Na jego łamach krystalizował się zespół redakcyjny złożony z przedwojennych działaczy i repatriantów z ZSRR, wśród których kluczowe role odgrywali Grzegorz Smolar, Michał Mirski, Dawid Sfard, Szymon Zachariasz oraz Abram Kwaterko. Publicystyka tego okresu wykraczała poza ramy polityczne. Redakcja promowała „postępową w treści” kulturę w języku jidysz, upatrując w niej łącznik z masami pracującymi. Wybór jidysz nie był jedynie podyktowany pragmatyką komunikacyjną, lecz stanowił fundamentalny element strategii ideologicznej: miał być on żywym językiem świeckiego, żydowskiego proletariatu, przeciwstawianym „reakcyjnemu” i religijnemu hebraizmowi syjonistów. Utrwalanie jidysz jako wyłącznego narzędzia ekspresji kulturowej miało na celu ideologiczne zakotwiczenie ocalałych w diasporze i odcięcie ich od palestyńskich aspiracji narodowych. Pismo często wypełniały reportaże o „produktywizacji” – portrety i fotografie żydowskich górników, hutników oraz spółdzielców z Wałbrzycha i Wrocławia, mające uwiarygodnić sukces włączania tej grupy w ramy gospodarki narodowej. Charakterystycznym elementem stały się również listy otwarte byłych syjonistów, którzy publicznie manifestowali zerwanie z „reakcyjną ideologią exodusu” na rzecz budowy socjalistycznej diaspory.
O ile kwestie techniczno-organizacyjne były do opanowania, szczególnie przy wsparciu ze strony komunistów polskich, o tyle w sprawach „życia i procesów zachodzących w Polsce” komuniści żydowscy musieli liczyć wyłącznie na własne siły. Do połowy 1946 roku mieli z tym poważny problem, ponieważ władze państwowe nie traktowały Frakcji PPR jako jedynej siły uprawnionej do reprezentowania interesów mniejszości żydowskiej. Przeciwnie: odnosiły się przychylnie lub co najmniej neutralnie do wszystkich żydowskich ugrupowań. Wynikało to częściowo z nadziei na poparcie przemian ustrojowych przez te środowiska, a częściowo z traktowania pluralizmu jako „towaru eksportowego”, mającego pomóc w uzyskaniu uznania na arenie międzynarodowej.
„Fołks-Sztyme” nie powstawała w próżni, lecz w wyniku walki o to, kto będzie definiował tożsamość ocalałych Żydów. Dlatego artykuł redakcyjny opublikowany w drugim numerze tego pisma, wydanym 19 kwietnia 1946 roku, brzmiał zdecydowanie bardziej stanowczo niż ten z jednodniówki i zaczynał się od słów: Mamy ambicję, aby nasza gazeta stała się waszą gazetą. (…) Chcemy, aby nasza i wasza gazeta odzwierciedlała dobre i złe strony naszego życia, żeby (…) zawsze była z wami w fabrykach i warsztatach, w spółdzielniach i biurach, (…) żebyście pisali, co wy robicie w zakresie produktywizacji i repatriacji, szkolnictwa i propagandy, a w szczególności w sprawach młodzieżowych. Ten programowy manifest współgrał z powolną, acz postępującą rozbudową struktur PPR. Aktywiści Frakcji z dumą podkreślali rosnące poparcie dla „ich” partii. Ikoną nowego społeczeństwa miał stać się nowy typ Żyda: wykwalifikowany robotnik wielkoprzemysłowy – przedstawiciel proletariatu i przodownik pracy. Osobowość o mocnym charakterze, daleka od stereotypu Żyda-kupca z okresu międzywojennego. Wraz z postępującą centralizacją życia politycznego, w październiku 1949 roku redakcja gazety została przeniesiona z Łodzi do Warszawy, co ostatecznie przypieczętowało jej status jako głównego organu prasowego w orbicie bezpośredniego nadzoru władz centralnych.
Do połowy lipca 1946 roku sytuacja wydawała się korzystna, a wielu ocalałych wiązało swą przyszłość z Polską. Wszystko zmieniło się 4 lipca. Pogrom kielecki wywołał powszechną panikę i załamanie dotychczasowych nadziei. Dla syjonistów ten bestialski mord był dowodem, że jedyną alternatywę stanowi emigracja. Dla Frakcji PPR stanowił on wskazówkę, że dotychczasowe przekonanie o zasadności utrzymania w Polsce skupiska żydowskiego było złudne. Dla polskich komunistów wydarzenie to było oznaką słabości ich polityki, w tym niezdolności do zapanowania nad społeczeństwem i jego głęboko zakorzenionymi fobiami antyżydowskimi. Każda ze stron musiała na nowo ocenić szanse na przyszłość Żydów w kraju. W przekazie propagandowym Frakcji PPR pogrom kielecki umieszczono w optyce nie tylko żydowskiej, ale szerszej, przełamującej barierę podziału między różnymi grupami etnicznymi. Takie podejście stawiało polskich Żydów już nie w roli bezbronnej ofiary, lecz grupy chronionej przez dominujący obóz polityczny. Jednak potępienie antysemityzmu przez władze, surowe kary dla sprawców oraz powołanie zbrojnej samoobrony nie uspokoiły nastrojów ani nie powstrzymały paniki, która opanowała ludność żydowską. Pesymizm ten dotknął także samo środowisko partyjne – wielu dotychczasowych aktywistów zaczęło kwestionować sens dalszej działalności i rozważało opuszczenie Polski. „Fołks-Sztyme” – donoszono z posiedzeń Frakcji – miała odegrać „znaczną rolę przy opanowaniu tej paniki”. Nie tylko jako narzędzie propagandowe, lecz także środek pomocowy. Pod wpływem starań aktywu od czwartego numeru frakcyjnego periodyku, który ukazał się w lipcu 1946 roku, zaczął on funkcjonować jako regularny miesięcznik z podtytułem „Czasopismo PPR”.
Pogrom w Kielcach zmusił PPR do zmiany taktyki wobec wszystkich żydowskich partii politycznych i podejścia do spraw ludności żydowskiej. Choć komuniści – rząd i PPR – natychmiast zareagowali na tragedię i zadeklarowali walkę z tym odłamem społeczeństwa, który wrogo odnosił się do obecności żydowskiej mniejszości w Polsce, to i tak musieli na nowo otworzyć się na kwestię emigracji. Z jednej strony na forum CKŻP ścierały się obozy przeciwników (Frakcja PPR i Bund) oraz zwolenników (syjoniści) masowych wyjazdów. Z drugiej, niezależnie od struktur CKŻP, syjoniści prowadzili bezpośrednie negocjacje z resortami: bezpieczeństwa, spraw zagranicznych i obrony narodowej. W rezultacie od lipca 1946 roku do lutego 1947 roku trwała półlegalna emigracja przez południowe granice kraju.
[…]Podstawę artykułu stanowią materiały źródłowe: Archiwum Akt Nowych, Akta Szymona Zachariasza, sygn. 19, 20, 21, 22, 30 oraz literatura przedmiotowa: Marian Fuks, Prasa PPR i PZPR w języku żydowskim („Fołks-Sztyme” 1946–1956), [w:] „Biuletyn ŻIH”, nr 3/111, Warszawa 1979; August Grabski, Działalność komunistów wśród Żydów w Polsce (1944–1949), Warszawa 2004; Grzegorz Berendt, „Fołks-Sztyme” – instrument oddziaływania na Żydów w Polsce i za granicą (1946–1991), [w:] Studia z dziejów trójjęzycznej prasy żydowskiej na ziemiach polskich XIX–XX wieku, red. Joanna Nalewajko-Kulikov, Warszawa 2012.
[…]Fragment powyższego artykułu aut. Pawła Wieczorka pochodzi z lutowego wydania SŁOWA ŻYDOWSKIEGO (02/26).




