Skip to main content

Była niemiecką aktorką żydowskiego pochodzenia. Dwa lata z rzędu (1936 i 1937) zdobyła  Oscara, co skutecznie… zniszczyło jej karierę filmową. „Wiedeńska łza” zmarła w wieku 104 lat na zapalenie płuc. Była najdłużej żyjącą gwiazdą klasycznego okresu Hollywood.

 

Agata Olenderek

 

Za moich czasów kręcenie filmów było jak praca w fabryce. Byłeś maszyną pozbawioną praw – tak gorzko podsumowała swoją karierę Luise Rainer.

Urodziła się jako wcześniak 12 stycznia 1910 roku w Düsseldorfie, w rodzinie żydowskiej. Była córką biznesmena Heinricha Rainera i jego pięknej żony Emilie, z domu Königsberger, która była pianistką. Rodzina przeprowadziła się do Wiednia – jak wspominała: Urodziłam się w świecie zniszczenia. Wiedeń mojego dzieciństwa był światem głodu, biedy i rewolucji. Miała dwóch młodszych braci.

 

W wieku 6 lat, pod wpływem obejrzanego występu cyrkowego, postanowiła zostać artystką: Pomyślałam, że akrobata na linie jest cudowny w swoim stroju, w cekinach i rajstopach. Chciałam uciec z domu i wyjść za niego za mąż, ale nie miałam okazji. Jestem jednak pewna, że to doświadczenie jako pierwsze odkryło przede mną świat rozrywki. Przez lata też marzyłam o tym, żeby móc chodzić po linie.

 

W wieku 16 lat opuściła dom rodziców, żeby zostać aktorką w teatrze w rodzinnym Düsseldorfie. Jej ojciec był temu przeciwny i nazwał ją „dziwką”. On sam został wcześnie osierocony, od 6. roku życia mieszkał w amerykańskim Teksasie. Potem wrócił do Europy i został dobrze prosperującym biznesmenem. Swoją jedyną córkę kochał, ale jej nie rozumiał, bo była bardzo inna, wiecznie roztargniona. Był zaborczy i despotyczny. Chciał przede wszystkim, żeby dobrze wyszła za mąż. Luise, wycofana w domu, była bardzo aktywna jako sportsmenka w swojej szkole. Uwielbiała biegi i wspinaczkę. Twierdziła, że została aktorką, żeby opanować nadmiar energii fizycznej i uspokoić swoje emocje.

 

W latach 1928–1931 grała w teatrze w Düsseldorfie i w niemieckich filmach. Potem uczyła się w szkole aktorskiej Maxa Reinhardta i została przez niego zatrudniona w jego teatrze w Wiedniu. Zagrała tam w „Świętej Joannie”, „Miarce za miarkę” oraz „Sześciu postaciach scenicznych w poszukiwaniu autora”. Zdobyła uznanie wymagających krytyków teatralnych. W 1934 roku upomniało się o nią amerykańskie kino, w osobie łowcy talentów z wytwórni MGM – Phila Berga.

 

W 1935 roku trafiła do Hollywood z wieloletnim kontraktem w ręku. Ze względu na nastroje antyniemieckie pisano o niej, że jest Austriaczką i reklamowano jako „Nową Gretę Garbo”. Sama na początku nie była zainteresowana kinem – Nie chciałam być filmowana. Liczył się tylko teatr. Potem zobaczyłam film „Pożegnanie z bronią i zmieniłam zdanie.

 

Ale zanim weszła na swój pierwszy amerykański plan zdjęciowy, musiała poprawić swój angielski. Nigdy jednak nie pozbyła się do końca swojego ciężkiego, niemieckiego akcentu.

 

W 1935 roku nakręciła remake swojego austriackiego filmu „Eskapada”. Dostała tę rolę przypadkiem, kiedy gwiazda Myrna Loy w połowie zdjęć zażądała podwyżki. Luise ją zastąpiła i stała się „nową sensacją Hollywood”. Sama jednak nie była zadowolona, jak twierdziła: na ekranie wyglądam grubo i mam pełną twarz, to okropne.

Kolejna rola – w musicalu „Wielki Ziegfeld” dała jej w 1937 roku pierwszego Oscara. Zagrała autentyczną postać – Anny Held, Żydówki urodzonej w Warszawie, która zrobiła wielką karierę w Ameryce jako gwiazda rewii. Luise szczególnie zachwyciła w słynnej, bardzo melodramatycznej scenie rozmowy telefonicznej, podczas której zrozpaczona nieszczerze gratuluje swojemu byłemu mężowi nowego małżeństwa. Scena stała się kultowa. O mało jednak nie została usunięta w montażu, bo producent Luis. B. Meyer z wytwórni MGM uznał ją za „zbędną”. Później aktorka twierdziła, że to ona była autorką tej słynnej sceny filmowej.

„The New York Times” pisał: Panna Rainer śpiewa całkiem nieźle, ale ma skłonność do emocjonalnych ekscesów, które nie zawsze są właściwe. Wbrew tym słowom „wiedeńska łza” zachwyciła amerykańską publiczność i krytyków.

Jeden z trzech Oscarów, jakie zdobył ten film, przypadł Rainer. Informacje o nim dostała w swoim domu i jak napisano w czasopiśmie „Variety”: Pospiesznie ubrała się w różową suknię z krepy z długimi rękawami. Nie zawracała sobie głowy makijażem ani czesaniem włosów. W nagrodę kupiła sobie modny kabriolet.

[…]

Fragment powyższego artykułu aut. Agaty Olenderek pochodzi z grudniowego wydania SŁOWA ŻYDOWSKIEGO (12/25).