Skip to main content

Kilkaset bunkrów w getcie warszawskim stanowiło unikatowy wyraz samoobrony żydowskiej ludności cywilnej. Były one również ważnymi punktami walki i schronienia dla żydowskich bojowników podczas powstania w 1943 roku.

 

Agata Olenderek

 

Po „Wielkiej Akcji” w 1942 roku getto warszawskie uległo całkowitej przemianie. Barbara Engelking i Jacek J. Leociak napisali w publikacji „Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście”: przypominało raczej obóz pracy niż dzielnicę mieszkaniową. Składało się z wydzielonych enklaw, gdzie mieszkali skoszarowani pracownicy oficjalnie działających szopów oraz z opustoszałych terenów pomiędzy nimi, na których nie wolno było przebywać. W getcie pozostały dwie grupy ludności. Pierwszą byli Żydzi legalnie zatrudnieni w niemieckich zakładach produkcyjnych, posiadający „numerki na życie”. Było ich około 35 tysięcy. Drugą stanowili Żydzi nielegalnie się ukrywający. W tym czasie w getcie przebywało 50–60 tysięcy osób.

Już w czasie wywózek do Treblinki, podczas „Wielkiej Akcji” w 1942 roku, ogromnego znaczenia nabrały kryjówki. Emanuel Ringelblum zapisał w swojej „Kronice getta warszawskiego”: Obecnie, w grudniu 1942 roku kryjówki są powszechnym zjawiskiem. Wszyscy szykują sobie kryjówki. Budują je wszędzie. Wspominał, że pierwsze z nich pojawiły się już w 1939 roku: Ukrywano ludzi i ukrywano towary. Nowa era kryjówek zaczęła się w okresie wysiedleń: Starano się wtedy urządzać dobre kryjówki, gdyż tym razem było to już kwestią życia i śmierci. Ukrywano zazwyczaj starców, dzieci, kobiety.

Miejsca, gdzie można było się skutecznie ukryć przed Niemcami, nabrały znaczenia na początku 1943 roku, podczas tak zwanej Samoobrony Styczniowej. Autorzy publikacji „Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście” podsumowali: Po tym wydarzeniu bardzo intensywnie zaczął się rozwijać żydowski militarny ruch oporu.

Cywile żydowscy zajęli się natomiast samoobroną. Jej wyrazem była intensywna budowa bunkrów i kryjówek. Powstawały w piwnicach i pod piwnicami domów, stawiane były również pod oficynami i podwórkami. Podziwiał je pacyfikator powstania w getcie warszawskim Jürgen Stroop: Czy Pan sobie wyobraża, Herr Moczarski, ile czasu, pieniędzy, wysiłku musieli poświęcić inżynierowie i technicy żydowscy, aby tak dużo bunkrów w tajemnicy przed nami zbudować. To jest imponujące – przeczytamy w słynnych „Rozmowach z katem” Kazimierza Moczarskiego.

Budynki mające stanowić schronienie dzieliły się na kilka rodzajów. Roman Batorski pisał w artykule „Drugie, podziemne getto. Schrony, bunkry i kryjówki w okupowanej Warszawie”: Zarówno Ringelblum, jak i Menes (…) dzielili schrony na górne, dolne i stałe (nazwa schrony” jest w większości przypadków bardziej precyzyjna niż bunkry, gdyż pomieszczenia te nie pełniły zazwyczaj funkcji bojowej). Schrony górne znajdowały się w górnych częściach budynków. Generalnie były to strychy lub zamaskowane pokoje mieszkalne. Na schrony dolne wykorzystywano przede wszystkim piwnice. Wykorzystywano również w tym celu transformatory.

Najbardziej funkcjonalne okazały się schrony stałe, czyli bunkry. W listopadzie i grudniu 1942 roku doszło do najbardziej intensywnych prac budowalnych. Tworzone wtedy bunkry były przystosowane do wielu miesięcy eksploatacji, również w warunkach zimowych – zauważyli w swojej publikacji B. Engelking i J. Leociak. Największe z tych budowli były specjalnie projektowane przez doświadczonych żydowskich architektów. Planowo mogły pomieścić do kilkuset ukrywających się osób, miały dostęp do wody i elektryczności. Wydzielano w nich specjalne miejsce na magazyn żywności. Dbano o sprawną wentylację. W niektórych bunkrach były telefony. E. Ringelblum napisał: Budowa kryjówek stała się (…) gałęzią przemysłu, która daje możność zarobkowania rzemieślnikom żydowskim.

Marian Berland wspominał w swoich wspomnieniach „Dni długie jak wieki”, jak skomplikowana była budowa bunkra. Najpierw była ustalana lista zainteresowanych osób, które chciały się w nim ukrywać, na które równomiernie rozkładano koszty budowy. Komisja składająca się z fachowców opracowywała plan budowy i doglądała wynajętych, w całkowitej konspiracji, robotników. Następnie budowano solidne wejście, które sprytnie maskowano odpadkami, śmieciami i częściami metalowymi. Potem przebijano się do piwnic zasypanego budynku. Odkryte pięć piwnic przeznaczono na części mieszkalne, pozostałe pięć na gruz. Potem budowano kuchnię i studnie.

Celem ukrywających się Żydów było przetrwanie do wejścia Armii Czerwonej do Warszawy. Symcha Binem Motyl, którego relację znajdziemy w „Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście”, opisywał luksusowy bunkier zarządu szczotkarzy: Urządzenie go i wyposażenie w żywność kosztowało bajońskie sumy. (…) składał się z 3 pokoi, był przewidziany na 80 osób.

Wtedy też powstała  wersja kryjówki nazywana schronem stałym. Opisywał ją Łazarz Menes, a jego relację zamieszczono w publikacji „Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście”: Były to schrony podziemne, dobrze wyekwipowane, z wentylacją, z pompą wodną, zapasami żywności na rok i dłużej, które po wejściu uczestników tego schronu do wewnątrz zostawały przez kogoś zaufanego zamurowywane. Ludzi ci liczyli, że po okresie wyczerpania się zapasów zburzą sami ścianę czy sufit i wyjdą na może już wolny świat.

Wybuch powstania w getcie warszawskim zastał większość ludności żydowskiej ukrytą w bunkrach: W czasie powstania życie Żydów w getcie toczyło się w bunkrach – pisali B. Engelking i J. Leociak. Dominującą rolę tych budowli już od pierwszego dnia walki zauważył Jürgen Stroop: Zmusiliśmy bojowców żydowskich do wycofania się z dachów i wyższych pięter budynków (…). Uciekali przez piwnice i kanały do innych gniazd oporu i bunkrów. (…) Chciałem zdobyć rozpoznane bunkry i umocnienia, a następnie je zniszczyć.

O ile ludność cywilna w getcie, budując bunkry starała się przeżyć , o tyle młodzi bojowcy myśleli tylko o walce: Popełniliśmy błędy (…) nie przygotowaliśmy miejsc schronienia ani bunkrów, nie przygotowaliśmy kryjówek w getcie ani poza gettem. Nie kopaliśmy kanałów prowadzących na zewnątrz. Nie przygotowaliśmy żadnych planów ocalenia, bo nie braliśmy pod uwagę możliwości, że ktoś z nas zostanie przy życiu – wspominał Icchak Cukierman. Przyznawał, że byli bunkrom przeciwni: na ukrycie broni wybraliśmy miejsca odpowiedniejsze niż bunkry i nie musieliśmy na to przeznaczać całych pokoi (…). Planowaliśmy działania z dachów. Obawialiśmy się, że jeśli będziemy mieli bunkier, ktoś może się w czasie walki przestraszyć i zamknąć w bunkrze.

Na szczęście cywile chętnie udostępniali miejsce w bunkrach dla żydowskich bojowników. Najbardziej znanym przykładem takiej współpracy był bunkier przy ulicy Miłej 18, który przeszedł do historii jako „warszawska Masada”. Powstał na zlecenie Szmula Oszera, króla żydowskiego półświatka. Przyjął on około 300 bojowników ŻOB, którzy według relacji ukrywających się: okazali nam pomoc, stali się naszymi nocnymi przewodnikami, w dzień pomagali nam obserwować pozycje niemieckie. Działaczka ruchu oporu w getcie warszawskim, Masza Glajtman-Putermilch wspominała w książce „Ciągle po kole” Anki Grupińskiej: Zbudowali go dla siebie. Wiedzieli jednak o nas, słyszeli. Sami nam zaproponowali, żebyśmy tam przyszli. Oddali nam kilka komórek. Nakarmili nas (…) oni prosili nas – nie mieli broni, ale prosili, że chcą się do nas przyłączyć i razem z nami walczyć. Mieli dla nas wiele uznania. (…) Zapraszali do siebie. Oni mieli tak pięknie… Ich komórka w porównaniu z naszą była niczym salon. (…) Częstowali nas jedzeniem, pamiętam w korytarzu była duża kuchnia i tam gotowało się w nocy.

W nocy z 18 na 19 kwietnia 1943 roku łącznicy ŻOB poinformowali wszystkich mieszkańców getta o zbliżającym się niemieckim ataku i poradzili im ukrycie się w przygotowanych kryjówkach. W pierwszym dniu walki Niemcy odkryli w bunkrach 580 Żydów, których odesłali na Umschlagplatz. Wieczorem ludność z bunkrów wyszła na powierzchnię, świętując odparcie niemieckiego ataku. W kolejnym dniu – 20 kwietnia Niemcy polowali na ukrywających się Żydów, odcięli światło, wodę i gaz na całym obszarze getta. Używali również do swoich poszukiwań psów tropiących. W efekcie w tym dniu zniszczyli 9 bunkrów.

Od trzeciego dnia walk Niemcy postanowili zniszczyć przez podpalenie sieć podziemnych bunkrów. Ta nowa taktyka okupanta doprowadziła do załamania powstańczej strategii walki partyzanckiej – gettowa linia frontu, na skutek niemieckiej taktyki wypalania kolejnych budynków, uległa załamaniu. Walczyły dziesiątki izolowanych bunkrów. Schrony, przygotowane przez ludność cywilną, stały się bazą powstańców, miejscem oporu i walki. Bunkrów było tak wiele, że wykrycie ich i zniszczenie jednego po drugim zajęło Niemcom, jak zauważa Gutman: więcej czasu niż podbicie niektórych państw. W obronie bunkrów trwały czasami zacięte, kilkudniowe walki. Tak było w przypadku trzech schronów przy ulicy Franciszkańskiej numer 30.

Niemcy byli zaskoczeni tak dużą liczbą miejsc, w których ukrywali się Żydzi. Potwierdzenie tego znajdujemy w „Raporcie Stroopa”: Okazało się, że Żydzi pochowali się w kanałach i specjalnie urządzonych bunkrach. W pierwszych dniach przypuszczano, że istnieją tylko pojedyncze bunkry, jednakże w toku akcji okazało się, że w całym getcie istniał zorganizowany system piwnic, bunkrów i przejść. Każde przejście i bunkier miały dostęp do sieci kanalizacyjnej. Halina Birenbaum wspominała w książce „To nie deszcz, to ludzie”: Hitlerowcy palili dom za domem. Bunkry, do których ogień nie docierał, zalewali. Tak zatopili bunkier przy Muranowskiej.

Stroop powiedział Moczarskiemu: Jak silny i zorganizowany opór stawiali nam Żydzi warszawscy świadczy fakt, że zniszczyliśmy łącznie 631 bunkrów przeciwnika. Wszystko jedno czy były to bunkry bojowe czy mieszkalne, bo bunkier mieszkalny mógł się w każdej chwili stać źródłem agresji i bazą zbrojnego oporu.

Po upadku powstania w getcie nielicznym mieszkańcom bunkrów i schronów udało się ocaleć dzięki przejściu przez kanały. Niektóre z tych bunkrów miały bezpośrednie połączenie z kanałami – jak bunkier, w którym ukrywała się Krystyna Budnicka. Niemcy jednak wiedzieli o tym rodzaju ucieczki, wpuszczali do kanałów gaz, blokowali wyjścia, zalutowywali włazy.

Głównym problemem w bunkrach był głód. Jedzenia w getcie warszawskim zawsze brakowało. Oficjalnie uzyskiwało się je na kartki żywnościowe. Od stycznia 1941 roku Judenrat zajmował się ich realizacją wyłącznie na podstawie list lokatorów zamieszkujących dany budynek. Stałym produktem przydzielanym był chleb, pozostałe jak ziemniaki, cukier, marmolada, cukierki i miód pojawiały się okazjonalnie. Ilość przydzielonej żywności była niewielka, stąd rozbudowany handel kartkami po zmarłych i uciekinierach oraz szmugiel. Obliczono, że jedzenie stanowiło aż 72% wydatków przeciętnej żydowskiej rodziny w getcie warszawskim.

W okresie budowania bunkrów starano się zgromadzić bardzo duże zapasy żywności. Przeznaczano na nie osobne półki, a nawet pomieszczenia w bunkrach. E. Ringelblum zanotował: W kryjówkach gromadzi się zapasy żywności na długie miesiące (konserwy, suchary itp.). Leon Najberg opisywał w swoim pamiętniku: Schron miał dużą ilość artykułów spożywczych, ponad 4000 kg. Była tam mąka, fasola, cukier, tłuszcz, makaron, suchary i wiele innych rzeczy. Artykuły te były opakowane w specjalnych naczyniach blaszanych hermetycznie (zamykanych) w tym celu, aby produkty się nie psuły i by można je było dłuższy czas przechowywać.

 

[…]

 

Fragment artykułu autorstwa Agaty Olenderek pochodzi z kwietniowego wydania SŁOWA ŻYDOWSKIEGO (04/26).