Skip to main content

Tajemniczy kompleks „Riese” w Górach Sowich od lat budzi wielkie emocje – nie tylko wśród mieszkańców Dolnego Śląska i turystów, ale także wśród eksploratorów, historyków-amatorów, a przede wszystkim wśród poszukiwaczy skarbów i łowców sensacji. Mało kto ma jednak świadomość, że jest to także miejsce martyrologii kilkunastu tysięcy więźniów żydowskich, którzy w latach 1944–1945 pracowali przy jego budowie.

Tamara Włodarczyk

Riese (dosł. „Olbrzym”) to kompleks obozów pracy przymusowej w Górach Sowich, działających w okresie II wojny światowej, ale też kryptonim jednej z kilku głównych kwater Hitlera. Jej umiejscowienie nie było przypadkowe – Dolny Śląsk uchodził za miejsce bezpieczne, a lokalizacja kwatery w górzystym terenie tym bardziej podnosiła walory obronności.

Pod pojęciem „kwatery Hitlera” rozumiano jednak nie tylko ścisłe otoczenie Führera, ale także Sztab Dowodzenia Wehrmachtu. Część kwatery planowano umieścić pod ziemią (w celu ochrony przed bombardowaniami), czemu służyć miały m.in. podziemne korytarze i sztolnie, z których kilka jest dziś udostępnionych do zwiedzania. Miały tam znaleźć się kwatery robocze i mieszkalne dla Führera, Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych, dowództwa Luftwaffe, naczelnego dowódcy SS, ministra spraw zagranicznych Rzeszy, a także ich pracowników pomocniczych oraz ochrony. Według jednego ze źródeł historycznych w tym kompleksie miało zostać zakwaterowanych około 20 tysięcy ludzi. Siedzibą Adolfa Hitlera w ramach kompleksu „Riese” miał być zamek Książ (Fürstenstein), a jego przygotowanie do nowej funkcji także wymagało poważnej przebudowy.

Przez lata pojawiały się różne mniej lub bardziej fantastyczne koncepcje dotyczące przeznaczenia tego obiektu – począwszy od podziemnych fabryk, poprzez laboratoria chemiczne, biologiczne lub atomowe, a skończywszy na zakładach badawczych i produkcyjnych dla nowych rodzajów broni. Pobudzały one wyobraźnie poszukiwaczy sensacji, którzy na własną rękę eksplorowali kolejne – dotąd niedostępne – obiekty, odnajdując artefakty, które rzekomo miały potwierdzać ich legendarne teorie.

Jedno jest pewne – kompleks „Riese” był wielkim przedsięwzięciem, przy którym pracowało co najmniej kilkanaście tysięcy osób – początkowo (od 1943 roku) robotnicy przymusowi i jeńcy wojenni, a następnie żydowscy więźniowie podobozu Gross-Rosen – AL Riese. W grupie robotników przymusowych znajdowali się Polacy, Ukraińcy, Rosjanie oraz Włosi – wszyscy mieszkali w obozach zlokalizowanych na terenie Głuszycy, Głuszycy Górnej i Kolców, które były nadzorowane przez Niemców z organizacji Todta (zmilitaryzowanej struktury odpowiedzialnej za inwestycje budowlane podporządkowane przemysłowi wojennemu).

Dopiero w kwietniu 1944 roku zapadła decyzja o zatrudnianiu przy budowie kompleksu więźniów obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Wówczas zaczęto organizować podobozy, które zostały podporządkowane jednej komendanturze. Nowemu kompleksowi obozowemu nadano nazwę „Arbeitslager Riese”, a w jego skład weszło 13 obozów i szpital obozowy. Przebywali w nim wyłącznie więźniowie żydowscy – w większości z Polski i Węgier, ale także z Grecji, Jugosławii, Czechosłowacji, Włoch, Francji, Belgii i Holandii. Przywożono ich z Litzmannstadt Ghetto, z KL Auschwitz-Birkenau i KL Plaszow. Pracowali w ekstremalnie trudnych warunkach, wykonując ciężką, fizyczną pracę – przy drążeniu sztolni, budowie infrastruktury naziemnej, dróg i torowisk, a także przy przeładunku materiałów budowlanych.

Z niektórych relacji więźniów żydowskich, którzy mieli za sobą pobyt w KL Auschwitz-Birkenau wynika, że warunki pobytu w podobozach kompleksu „Riese” były znacznie gorsze niż w obozie oświęcimskim, co skutkowało bardzo wysoką śmiertelnością. Jak opisywał w swoich wspomnieniach „Za drutami śmierci” Abraham Kajzer, który przeszedł przez 8 podobozów kompleksu „Riese”: Co pół godziny nadchodzi pociąg z kamieniami, które musimy wyładowywać i kiprować do wąwozu. Słychać tylko uderzenia kilofów, szurgot szufel i łoskot spadających kamieni. (…) Praca nagli. Nim zdążymy rozładować jeden pociąg, już nadjeżdża drugi. Nie ma czasu odetchnąć. Wytężamy wszystkie siły, byleby nadążyć. Walczymy z wichurą, która chce nas przewrócić. Każdy dobywa z siebie resztek sił i pracuje, aby tylko nie zamarznąć. Choć majster nie może narzekać na tempo naszej pracy, to jednak, gdy spojrzy na zegarek i widzi, że niebawem nadejdzie następny pociąg, wpada w szał i okłada nas kijem po głowach, usiłując nakłonić nas w ten sposób do większego wysiłku.

Abraham Kajzer przeżył wojnę – w kwietniu 1945 roku uciekł z obozu. Schronienia udzieliła mu wówczas pewna Niemka – uciekinierka z Breslau, u której doczekał nadejścia Armii Czerwonej. Nie tylko ukrywała go w drewnianej skrzyni z ziemniakami, ale dała mu rower, dzięki czemu mógł objechać wszystkie podobozy, w których był więziony i odnaleźć kartki z zapiskami, które skrzętnie ukrywał w obozowych latrynach. Swój więzienny dziennik prowadził na kawałkach papieru odrywanego z worków po cemencie, które zapisywał ołówkiem kopiowym podczas wizyt w latrynie. Te wspomnienia stały się potem bezcennym dokumentem życia w podobozach kompleksu „Riese”. Po wojnie Abraham Kajzer wrócił do Łodzi, gdzie wraz z Adamem Ostoją pracował nad przygotowaniem do druku swoich wspomnień, które jednakże w Polsce ukazały się dopiero w 1962 roku nakładem Wydawnictwa Łódzkiego. Ich autor już od lat mieszkał wtedy w Izraelu.

 

Podobozy kompleksu „Riese”

Kwatera Adolfa Hitlera składała się z wielu obiektów, o różnej wielkości. Do najważniejszych z nich (które zostały zbadane i opisane) należały: Książ, Rzeczka, Jugowice Górne, Włodarz, Osówka, Soboń i Sokolec (Gontowa).

Jednym z największych był kompleks Włodarz (niem. Wolfsberg), znajdujący się na północno-wschodnim zboczu góry Włodarz (811 m). W części podziemnej znajdują się w nim cztery sztolnie, o długości od 180 do 240 metrów oraz wyrobiska chodnikowe i komorowe. Prace prowadzone były także na powierzchni, gdzie m.in. wybudowano drogę łączącą Włodarza z innymi kompleksami oraz zbiornik na wodę. Wejścia do podziemi znajdowały się z dala od siedzib ludzkich, a lokalizacja obiektu w lesie uniemożliwiła dostrzeżenie go z powietrza. Dodatkowo teren osłonięty był siatkami maskującymi. Powyżej podziemi, na zboczach góry Włodarz, wybudowano żelbetowy zbiornik na wodę.

Obóz dla więźniów pracujących w tym kompleksie – AL Wolfsberg – znajdował się na zboczu góry, poniżej wejść do podziemi. Jeden z jego więźniów, Henryk Susmanek (którego syn mieszka we Wrocławiu i jest bywalcem spotkań odbywających się we wrocławskim klubie TSKŻ) tak wspomniał ten obóz: W dolinie znajdował się duży plac, z jednej strony, poza drutami, były pomieszczenia dla straży obozowej. Na terenie obozu, tuż przy drutach, znajdowały się baraki załogi, Lagerführera, wydziału politycznego, kancelaria obozowa, bardzo duża kuchnia, duże magazyny na żywność i opał. Był też punkt szewski i fryzjer obozowy. Poza dużym placem obozowym znajdował się rewir i kilka baraków, które zajmowali więźniowie. Reszta więźniów umieszczona była na stoku góry, będącej częścią obozu. Stok obsiany był domkami tzw. fińskimi. Były to okrągłe, zbudowane z dykty namioty. Wejście do nich było niskie. Na samym szczycie góry znajdowały się również baraki przeznaczone dla więźniów. Henryk Susmanek przeżył wojnę, a następnie przez krótki czas mieszkał w Głuszycy, gdzie wspomagał dochodzących do zdrowia obozowych towarzyszy i zajął się upamiętnianiem więźniów pochowanych na cmentarzu w Kolcach. Następnie zamieszkał we Wrocławiu.

Prace na terenie Włodarza zostały częściowo przerwane na przełomie stycznia i lutego 1945 roku, w związku z sytuacją na froncie. Wówczas większość więźniów ewakuowano, ale po ustabilizowaniu się frontu – znów wznowiono prace. Armia Czerwona wkroczyła w rejon Włodarza dopiero 8 maja 1945 roku. Obecnie kompleks jest udostępniony do zwiedzania – jako Obiekt Sztolnie „Włodarz”. W związku z faktem, że jego część została zalana, część trasy pokonuje się łódką, co stanowi dodatkową atrakcję turystyczną.

Kompleks Osówka (niem. Säuferhöhen) zajmuje południowe i wschodnie zbocza góry Osówka (715,7 m). Posiada on najbardziej rozbudowaną część naziemną. Część podziemna składa się z trzech sztolni. Długość zinwentaryzowanych wyrobisk podziemnych wynosi 1700 m, a powierzchnia – 6200 m2. Głównymi budowlami jest tzw. kasyno i siłownia. Obiekt budowany był w latach 1943–1944, kiedy to wykonano prawie dwa kilometry podziemnych korytarzy, hal i chodników. Obecnie na terenie kompleksu, działającego pod nazwą „Podziemne Miasto Osówka”, do zwiedzania udostępnione są wartownie, korytarz techniczny oraz hala o wysokości 10 metrów. Przez lata wokół Osówki narosło wiele legend sugerujących, że Niemcy planowali rozlokować tam naukowców zajmujących się Wunderwaffe (niem. cudowna broń) i prototypem bomby atomowej.

Obóz znajdował się u podnóża góry, w pobliżu strumienia Kłobia (niem. Säuferwasser), od którego wziął swoją nazwę. Powstał w maju 1944 roku i składał się z drewnianych baraków i murowanych budynków dla załogi. Nie wiadomo ilu więźniów przeszło przez ten podobóz – udało się ustalić jedynie nazwiska 424 osób. Przebywający tam Żydzi drążyli sztolnie w górze Säufer Höhen, wykonywali tam także roboty betoniarskie, budowali obiekty (w tym wspomniane kasyno i siłownię), a także zbiornik wodny, rowy odwadniające, wodociąg, drogi i kolejki wąskotorowe. Wiadomo, że z powodu ciężkiej i wyniszczającej pracy wielu więźniów ciężko zapadało na zdrowiu. Kierowani byli do szpitala obozowego w Dörnhau (obecnie Kolce), gdzie najczęściej umierali z chorób i wyniszczenia. Obóz został zlikwidowany prawdopodobnie około 25 lutego 1945 roku.

 

[…]

 

Fragment artykułu autorstwa Tamary Włodarczyk pochodzi z lipcowego wydania SŁOWA ŻYDOWSKIEGO (07/26).