Jedna z kluczowych agentek brytyjskiego wywiadu podczas II wojny światowej większość swoich tajemnic zabrała do grobu, umierając w 2000 roku. Ta rumuńska Żydówka, przez całe życie skrzętnie ukrywająca swoje pochodzenie, była jedną z inspiracji dla postaci panny Moneypenny z powieści o Jamesie Bondzie pióra Iana Fleminga.
Agata Olenderek
Jej biografka, Sarah Helm, napisała, że „chroniła swoje wczesne życie tak, jakby chroniła ranę”. Agentka SOE Violette Szabo wspominała: „Potrafiła wprawić człowieka w zakłopotanie. Często wykazywała surowość albo lekceważenie, ale bywała też miła i uśmiechnięta. Czasem bariery pękały i wyłaniała się fascynująca, zabawna, choć zawsze onieśmielająca dama”.
Jest wymarzoną bohaterką pasjonującego kina akcji. Vera Maria Rosenberg urodziła się 15 czerwca 1908 roku w mieście Gałacz we wschodniej Rumunii. Jej ojciec Max Rosenberg był niemieckim Żydem, matka Hilda Etkins pochodziła z angielskiej rodziny żydowskiej. Rodzina była zamożna aż do bankructwa ojca w 1932 roku. Vera krótko studiowała na Sorbonie języki nowożytne, potem uczyła się w szwajcarskiej Lozannie. Ostatecznie skończyła dobrą szkołę dla sekretarek w Londynie. Pracowała w firmie naftowej jako tłumaczka.
Jeszcze w rodzinnej Rumunii nawiązała kontakty z angielskim wywiadem, które potem przydały jej się w dalszym życiu. Prawdopodobnie na jego zlecenie nawiązała relacje z ówczesnym ambasadorem Niemiec Friedrichem-Wernerem von der Schulenburgiem. Był on pruskim arystokratą, starszym od niej o pokolenie. W latach 1931–1934 przebywał jako ambasador w Rumunii. Potem był ambasadorem w Rosji. Został stracony jako uczestnik zamachu na Hitlera w Wilczym Szańcu w 1944 roku. Sugerowano nawet romans Very ze starszym dyplomatą, ale prawdopodobnie łączyła ich wyłącznie wymiana informacji.
W 1932 roku zbankrutował i zmarł ojciec Very. Rok później wyemigrowała z matką do jej rodzinnej Wielkiej Brytanii. Powodem było poszukiwanie pracy i wzrost nastrojów antysemickich w Rumunii. Vera przybrała wtedy panieńskie nazwisko swojej matki – Atkins. Podobno przed wybuchem II wojny światowejsir William Stephenson z Brytyjskiej Koordynacji Bezpieczeństwa powierzył jej gromadzenie informacji o ekspansji nazistowskich Niemiec w Europie. Tuż przed samą wojną miała podobno kierować ewakuacją polskich kryptologów, ale ta misja się jej nie udała. Nie mamy jednak pewności, czy ta informacja jest w ogóle prawdziwa.
Lukę w życiorysie Very dotyczącą okresu przed 1941 rokiem wypełniła biografia pióra Sary Helm, która korzystała z materiałów i wspomnień ustnych rodziny agentki. W chwili wybuchu II wojny światowej Vera mieszkała w domu swojej ciotki May Mendl w hrabstwie Sussex. Odrzucono jej podania o pracę w armii, cenzurze i angielskim Czerwonym Krzyżu, bo w odróżnieniu od swojej matki nie miała brytyjskiego obywatelstwa.
Wiosną 1940 roku przebywała w Holandii w celu przekazania łapówki oficerowi niemieckiej Abhwehry Hansowi Fillie, w zamian za paszport dla jej kuzyna Fritza i jego żony.
W połowie 1940 roku powróciła do Londynu i zamieszkała z matką. 15 października tego samego roku rozpoczęła służbę w lokalnej, ochotniczej grupie prewencji przeciwlotniczej Chelsea ARP. Wykazała się w tej służbie cywilnej w najgorszym okresie niemieckich nalotów na Londyn od jesieni 1940 do wiosny 1941 roku. Zdobyła też wtedy wszechstronne przeszkolenie, które potem przydało się jej podczas szkolenia agentów w wywiadzie. Były to kursy walki z pożarem, profesjonalnego udzielania pierwszej pomocy i gaszenia bomb zapalających. Uczono również, jak udzielać wsparcia psychologicznego cywilom. Bardzo ważna była również znajomość lokalizacji aptek, hydrantów z wodą, detektorów gazu, ulicznych budek telefonicznych oraz adresów lekarzy.
Jej koleżanka z Chelsea ARP Maud Patricia Holberton wspominała: „Zawsze była bardzo ostrożna i tak naprawdę nic o niej nie wiedziałam”. Ale dzięki niej Vera trafiła na przyjęcie brydżowe, które doprowadziło do ostatecznego zwerbowania jej do angielskiego wywiadu. Spotkanie w tej sprawie odbyło się 2 kwietnia 1941 roku. Atkins dopiero w czerwcu 1943 roku zrezygnowała z tej służby cywilnej, nie mogąc jej pogodzić z pracą w SOE.
Do historii angielskiego wywiadu przeszła jako osoba, która w 1941 roku została zwerbowana do Special Operations Executive (SOE), powstałej rok wcześniej komórki angielskiego wywiadu. Pracowała w sekcji „F”, która wysyłała agentów do Francji. W sumie było ich 470, w tym 39 kobiet. Dowódcą tej sekcji był major Maurice Buckmaster. Był znany ze swojej nieudolności, na szczęście polegał na Verze, która sprawowała realne kierownictwo sekcji. Ufał jej inteligencji i zdolnościom organizacyjnym. Miała doskonałą fotograficzną pamięć, była zdyscyplinowana i bardzo opanowana.
Niektórzy nazywali ten etap jej pracy „byciem zwykłą sekretarką”. Złośliwie komentowali jej błyskawiczną karierę w angielskim wywiadzie. Nie była rodowitą Angielką z klasy wyższej, a na domiar złego miała żydowskie pochodzenie, co nie było dobrze widziane w tym mocno klasowym środowisku. Nie odebrała też wykształcenia wojskowego.
O tej niechęci świadczy historia jej naturalizacji. Ruth E. Stiff napisała, że jej pierwszy wniosek, złożony na początku 1942 roku, został odrzucony. Dopiero drugi wniosek wniesiony dwa lata później, który jej przełożony M. Buckmaster poparł długim i entuzjastycznym litem polecającym, został rozpatrzony pozytywnie. Było to konieczne również ze względów pragmatycznych. Nie mogła jako obywatelka Rumunii przebywać we Francji po zakończeniu niemieckiej okupacji.
Do jej zadań należała rekrutacja, szkolenie, wysyłka i pomoc agentom już przebywającym na wrogim terenie. Towarzyszyła im na lotnisku, kiedy udawali się na misję do okupowanej Europy. Wspominała: „W tym czasie odczuwało się ogromne napięcie. Musiałam być wyjątkowo twarda, ale byłam tym skrajnie wyczerpana”. Pisała także listy do rodzin agentów, które w ogólny sposób przedstawiały ich nieobecność. Również do niej należał obowiązek powiadamiania bliskich o ich śmierci na polu walki.
Julian Jackson napisał: „Agenci SOE pochodzili z różnych środowisk – wśród nich był artysta drag z music-hallu, trener koni wyścigowych, bankier, szef kuchni – ale wszyscy musieli mówić perfekcyjnie po francusku. Atkins zdobyła szczegółową wiedzę na temat warunków panujących w okupowanej Francji – godziny policyjnej, racjonowania żywności, problemów transportowych, przepisów policyjnych – dzięki czemu agenci byli informowani o każdym szczególe codziennego życia. Pomagała każdemu z nich w znalezieniu przekonującej historii i wyposażała ich w pamiątki, listy i zdjęcia do przechowywania w portfelach, dodając im wiarygodności. Wysłała jednego z nich do dentysty, aby uzupełnił mu zęby w stylu francuskim”. Wszystkie ich przedmioty – jak ubrania, kosmetyki, papierosy – musiały być wiarygodne i nie mogły być angielskie.
Wyszkoliła kilkuset agentów wywiadu, ale najsłynniejsze wśród nich były kobiety, które z sukcesem wykonywały tajne misje na terenach zajętych przez niemieckiego okupanta. Sama Vera wskazywała na ich przewagę nad mężczynami: „Bycie kobietą ma ogromne zalety, jeśli wiesz, jak dobrze to rozegrać. Nie były tak podejrzliwe jak mężczyźni; miały bardzo subtelne umysły, jeśli chodzi o umiejętność wybrnięcia z sytuacji. Bardzo sumienne, były wspaniałymi operatorkami sieci bezprzewodowych (radiostacji – red.), bardzo opanowanymi i odważnymi”. Były też mniej podejrzane niż mężczyźni w wieku poborowym.
[…]Fragment artykułu autorstwa Agaty Olenderek pochodzi z wrześniowego numeru SŁOWA ŻYDOWSKIEGO (09/26)



