Skip to main content

Piotr Wiślicki

W czerwcowym numerze Albert Stankowski opublikował polemikę pod zaczepnym tytułem „Czas na trudne pytania w sprawie Archiwum Ringelbluma”. Stawia pytania o własność, podstawy prawne i przejrzystość. To uczciwe pytania – nieuczciwa jest jednak metoda. Autor sprawia wrażenie, jakby odpowiedzi nie były mu znane. Tymczasem zna je doskonale, ponieważ sam – jako członek Zarządu Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny – uczestniczył w decyzjach, które ten stan potwierdzały.

Albert Stankowski był członkiem Zarządu Stowarzyszenia w latach 2011–2015. Był to okres ważny dla rozmów dotyczących zasad korzystania przez państwowy Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma w Warszawie ze zbiorów stanowiących własność Stowarzyszenia. Jeżeli dziś publicznie podważa prawa Stowarzyszenia do tych zbiorów, trudno pominąć jego własne wcześniejsze działania. W 2012 roku uczestniczył w głosowaniach nad uchwałami dotyczącymi zwrotu tzw. Judaików Greckich do Muzeum Żydowskiego w Salonikach i popierał ten proces. Nie zgłaszał wtedy zastrzeżeń co do statusu własnościowego zbiorów ani kompetencji Stowarzyszenia do podejmowania takich decyzji. Co się więc zmieniło?

Ponieważ Albertowi Stankowskiemu znane są zarówno obowiązujące umowy, jak i liczne opinie prawne dotyczące tej kwestii, warto przypomnieć najważniejsze fakty.

Historia zaczyna się w sierpniu 1944 roku wraz z powołaniem Żydowskiej Komisji Historycznej, której zadaniem było dokumentowanie Zagłady i ratowanie ocalałego dziedzictwa żydowskiego. Po przekształceniach organizacyjnych powstała Centralna Żydowska Komisja Historyczna działająca w ramach Centralnego Komitetu Żydów w Polsce.

27 września 1947 roku podjęto decyzję o utworzeniu Żydowskiego Instytutu Historycznego. Po likwidacji CKŻP w 1950 roku osoby związane z Instytutem, pod kierownictwem Bernarda Marka, powołały „Stowarzyszenie pn. »Żydowski Instytut Historyczny«” jako odrębną osobę prawną. Rejestracja nastąpiła w 1951 roku. Celem było zabezpieczenie ciągłości działalności, zbiorów i dorobku instytucji. Od tego momentu Stowarzyszenie stało się prawną formą funkcjonowania Instytutu. Potwierdzały to kolejne dokumenty i statuty. W zmienionym w 1964 roku statucie zapisano wprost, że: Żydowski Instytut Historyczny jest stowarzyszeniem zarejestrowanym i posiada osobowość prawną.

Taki model trwał do początku lat dziewięćdziesiątych. W obliczu trudności finansowych Stowarzyszenie zdecydowało o rezygnacji z prowadzenia własnej placówki naukowej i – w porozumieniu z Ministerstwem Kultury – zainicjowało utworzenie państwowego instytutu naukowo-badawczego, któremu miały zostać użyczone zbiory i majątek.

W rezultacie w 1994 roku powstał państwowy Żydowski Instytut Historyczny – Instytut Naukowo-Badawczy, później przekształcony w Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma. Relacje pomiędzy nową instytucją a Stowarzyszeniem od początku regulowały umowy. Pierwsza z nich – umowa użyczenia z 1994 roku – nie pozostawiała wątpliwości. Strony potwierdziły w niej, że: Stowarzyszenie jest właścicielem zgromadzonych zbiorów archiwalnych, bibliotecznych, muzealnych oraz budynku przy ul. Tłomackie 3/5. Potwierdzały to również wszystkie statuty państwowego Instytutu oraz wszystkie kolejne akty regulujące zależności między Instytutem a Stowarzyszeniem.

Stan ten znajdował również odzwierciedlenie w praktyce instytucjonalnej. Potwierdzały go również działania organów państwowych i partnerów zagranicznych. Gdy konieczna była zgoda właściciela przy procedurze zwrotu Judaików Greckich, Ministerstwo Kultury zwróciło się właśnie do Stowarzyszenia. Podobnie wyglądały procedury czasowych krótkoterminowych wypożyczeń do instytucji międzynarodowych m.in. USHMM, Jad Waszem i Imperial War Museum.

Przez dziesięciolecia członkowie Stowarzyszenia konsekwentnie bronili niezależności tych zbiorów. Czynili to zarówno na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych, po Marcu ‘68, jak i po przemianach ustrojowych na początku lat dziewięćdziesiątych. Mogli wybrać rozwiązanie prostsze i przekazać majątek państwu. Nie zrobili tego, ponieważ uznali, że ich obowiązkiem jest chronić tę spuściznę zgodnie z wolą tych, którzy ją ocalili. Tych, którzy własnym wysiłkiem i kosztem zabezpieczali ślady świata, który niemal został unicestwiony. Podważanie ich dorobku i woli nie byłoby jedynie sporem prawnym. Byłoby zakwestionowaniem fundamentów, na których przez dziesięciolecia opierała się opieka nad tym dziedzictwem. Byłoby również sygnałem, że polityczne ambicje i instytucjonalne interesy są ważniejsze niż zobowiązanie wobec tych, którzy te zbiory uratowali.

Obecne działania Alberta Stankowskiego nie służą ustalaniu faktów, lecz podważaniu utrwalonego porządku prawnego i otwieraniu drogi do upaństwowienia zbiorów, w tym Archiwum Ringelbluma. Stankowski pyta retorycznie, kto ma prawo „trzymać klucz” do testamentu Ringelbluma. To trafna metafora, dlatego odpowiem, że klucz trzyma ten, komu powierzono odpowiedzialność za zachowanie tego dziedzictwa. Stowarzyszenie nie „trzyma klucza”, by je zamknąć. Trzyma go po to, by otwierać – w sposób gwarantujący trwałość, ciągłość i ochronę przed zmiennością politycznych decyzji. Instytucje państwowe się zmieniają, a ich dyrektorzy są zmieniani. Zbiory tej rangi powinny pozostać chronione niezależnie od tych zmian.

Pozostaje więc jedno pytanie: skoro Albert Stankowski zna dokumenty, zna historię tej sprawy i przez lata akceptował wynikające z niej konsekwencje, to dlaczego dziś próbuje przekonywać opinię publiczną, że istnieją tu jakiekolwiek wątpliwości?

 

[…]

Odpowiedź polemiczna autorstwa Piotra Wiślickiego pochodzi z lipcowego wydania SŁOWA ŻYDOWSKIEGO (07/26).